Natalia zwiedza Warszawę

Ciche niebo nad Warszawą?

2018-06-09

Po miesiącach starań aktywistów społecznych (z MJN, ale i niezrzeszonych) władze Warszawy wydały niezwykłą mapę: mapę akustyczną z wyraźną izofoną 45 dB. Izofoną – czyli wskazanie obszarów, NAD którymi jest głośniej niż przeciętnie – ponieważ odbywa się nad nimi intensywny ruch lotniczy!

Przyczyna badań jest wymierna i bolesna: w roku 2011, bez żadnych konsultacji z mieszkańcami, tor przelotu samolotów szkoleniowych został przeniesiony znad Chomiczówki na tereny Bielan i Żoliborza. Ale rzecz nie w rywalizacji Chomiczówki i Placu Wilsona: rzecz w tym, że Lotnisko Babice, dawniej – przystań kilku szybowców i pogotowia ratunkowego stało się siedzibą szkoły lotniczej i zarazem lądowiskiem dla dziesiątków prywatnych samolotów. Starania Urzędu Lotnictwa Cywilnego, by zamknąć mieszczące się w obrysie obszaru zabudowanego lotnisko ze względów bezpieczeństwa spełzły na niczym. Lotnisko Babice zostało zarejestrowane jako lotnisko cywilne w 2012 r. bez decyzji środowiskowej, na podstawie przepisów przejściowych. Gdyby powstać miało dziś – nie spełniłoby wymogów. Być może są szanse na ustawowe wyprowadzenie lotów poza obszar zabudowany?

Warto przy tym pamiętać, że „hałas z góry” jest znacznie bardziej odczuwalny: znamienne, na co zwraca uwagę MJN, że w okolicach Okęcia, gdzie przeloty dużych samolotów trwają przecież non-stop, żółty kolor się nie pojawia. Ponadto – prezentowane wyniki stanowią uśrednione zestawienie dla całego roku: w lecie hałas jest znacznie wyższy! A wreszcie – dźwięk samolotu przenika przez ściany, jest dla człowieka znacznie uciążliwszy niż samochodu, szczególnie gdy nawraca w sposób „kołujący”.

Nowe szańce Mordoru

2018-06-07

Służec i tak należał do najciężej podszkodowanych dzielnic w Warszawie gdy niemal z dnia na dzień, bez uprzedzenia mieszkańców ani przepracowania planu zagospodarowania przestrzennego, deweloperzy zaczęli wznosić „Mordor”, jak w slangu warszawiaków określa się zespół budynków biurowych przy ul. Domaniewskiej i przecznicach.

To jednak, co się pojawiło ostatnio, czyli propozycja wybudowania dla pracowników „dzielnicy biurowej” gigantycznego parkingu – przeraża. Po pierwsze – parking miałby być dostępny wyłącznie dla pracowników, z wyłączeniem stałych mieszkańców. Po wtóre – wygląda on ni to jak Wielki Mur, ni to jak ściana gigantycznego krążownika czy machiny wojennej rodem z fantazki nastolatków: chrzęszcząca gąsienica z kortenowskiej stali, ciągnąca się (na wizualizacjach) niemal po horyzont.

Czemu mieszkańcy Służewia ponosić mają konsekwencje błędów władz miasta, które sprzedając przed laty grunty deweloperom nie wpisały w plan konieczności rozbudowania parkingów? I dlaczego dziś Ratusz topi miliony w parkingu zamiast pomyśleć nad szybką, priorytetową rozbudową systemu komunikacji publicznej w tym rejonie?

Odcięty park

2018-05-31

To oczywiste, że nie wszystkie miejsca w stolicy są powszechnie dostępne: ambasady i ministerstwa, mieszkania prywatne i fabryki, ba, ulice i torowiska – wszystko to jest poza zasięgiem mieszkańców. Wydaje się jednak, że przynajmniej jeśli idzie o tzw. tereny zielone, dostęp do których nie stanowi zagrożenia ani zdrowia, ani bezpieczeństwa państwa, ani przeszkody dla pracy, powinien postawć nieskrępowany, za wyjątkiem rezerwatów ścisłych.
Do tych szczególnie zazdrośnie chronionyvh obszarów należy jednak park w Natolinie: wydzielony i ogrodzony za Jana III Sobieskiego, który założył tam Bażantarnię oraz zwierzyniec, gdzie udawał się na łowy. Zachowuje status wydzielonego obszaru. Nie tylko kampus Kolegium Europejskiego, którego wyodrębnienie można zrozumieć: cały, 120-hektarowy obszar.
Między czasami królewskimi i zaborowymi a współczesnymi wyjątek stanowił okres II RP, kiedy to podwoje parku zostały otwarte dla zwiedzających: po wojnie jednak zamknięto je w 1949 roku. Mimo infrastruktury komunikacyjnej, ciszy, zróżnicowania terenu, wreszcie, co nie jest bez znaczenia, licznych petycji obywatelskich, teren Parku pozostaje zamknięty. Jak ważne stoja za tym względy?

Odciążanie zieleni

2018-05-30

Dzielnic z „zielenią” w nazwie mamy z tuzin, to chyba najbardziej prestiżowy kolor w mieście (nie tylko w Warszawie). Zielony chciałby być Mokotów, Grochów, Młociny, zielony był od zawsze, dzięki nieśmiertelnej piosence Staszczyka, Żoliborz.
Zawsze? Well.. Od czasu rakietowego startu deweloperki na Żoliborzu Południowym było już tylko jaśniej, głośniej i ciaśniej. Zapobiegliwi stawiali na modne ostatnio „miniogrody w słojach”, nostalgicy szlochali za dawnymi spacerami w cieniu torów kolejowych i Powązek.
I nagle – proszę! Wojewoda mazowiecki zaakceptował (co prawda z pewnym opóźnieniem) planu zagospodarowania rejonu Żoliborza Południowego uchwalone jakiś czas temu przez Radę Warszawy. To zaś oznacza pozostawienie jako „terenu trwale zielonego” działki na rogu ul. Przasnyskiej i Krasińskiego. Rozczarowany deweloper, który przymierzał się już do wzniesienia tam bloku, nie czekał do 6 czerwca: płot z blachy falistej zaczął znikać już wczoraj.

Policjanci na rowerach?

2018-05-28

Nie w Warszawie, niestety. Policja jeździ na rowerach w Danii, Szwecji, Niemczech – ba, w Indiach. Ba, w Trójmieście. Ale dane, zgromadzone przez stowrzyszenie „Zielone Mazowsze”, nie pozostawiają złudzeń: jedynym komisariatem stołecznym, który uprawia od czasu do czasu przejażdżki na rowerach, jest Komisariat Służby Rzecznej: jego przedstawiciele istotnie, krążą nad brzegami Wisły nawet kilkadziesiąt razy w ciągu roku. Reszta nawet nie udaje: „Posiadane przez Komendę Stołeczną rowery wykorzystywane są w miasteczku ruchu drogowego” – głosi stosowne pismo.
Czy to możliwe? Przewagi rowerów w patrolowaniu miast są powszechnie znane. Rowery bez trudu przeciskają się przez korki, rowerem dotrzeć można szybko i bezszelestnie w różne potencjalnie kryminogenne, a przynajmniej wymagające kontroli zakątki parków, ogródków działkowych, nieużytków, ślepe uliczki i alejki spacerowe. Oczywiście, nie uda się nimi przewieźć zatrzymanych, ścigać pirata drogowego – ale przecież do tego nie ograniczają się zadania policji.
Może w Berlinie… Może w Trójmieście…

Przeciąć miasto buspasami

2018-05-27

Wydawałoby się, że korki w mieście to standard: ale przecież istnieje takie rozwiązanie, jak bus pasy, które można egzekwować – albo chowac pod kołdrę. Ich egzekwowanie wymaga oczywiście większej niż dotąd dyscypliny i zaangażowania policji i innych służb miejskich, wyrobienia nawyków, eliminacji cwaniactwa – ale same buspasy muszą przedtem powstać, inaczej sprawa jest z marszu przegrana.
Tymczasem zaangażowanie Ratusza w tej sprawie, mimo głośnych deklaracji, słabnie z roku na rok. Od chwili wprowadzenia na Łazienkowskiej buspasa – jedynego jak dotąd „transwersalnego” połączenia stolicy – nic, prócz Świętokrzyskiej, nie drgnęło, Głosno deklarowane „polityki” ZTM i władz nie przyniosły radykalnej poprawy, i to mimo głośnych analiz prof. Wojciecha Suchorzewskiego z Politechniki Warszawskiej. W szczytowym momencie „obłożenia” trójpasmowego ciągu komunikacyjnego w rodzaju Alej Jerozolimskich, buspasami oraz tramwajami przemieszcza się jednocześnie 10 tys. pasażerów: samochodami osobowymi (przy założeniu „pełnego obłożenia” pojazdów) jest w tym samym czasie jechać max. 2 tysiące osób. Działają nawet rozwiązania cząstkowe: wprowadzenie 3 km buspasu na Modlińskiej zwiększyło jej przepustowość o 30 proc. pasażerów.
Miasto Jest Nasze w ramach przedwyborczej gorączki proponuje sieć kilkunastu warszawskich buspasów: tych niezbędnych natychmiast i tych wymagających jak najszybszego zaplanowania. Czy rywalizacja przedwyborcza na obietnice (i powyborcza, na realizacje) mogłaby objąć również to zagadnienie?

Plac jako wyzwanie

2018-05-24

Kobieta – jak mówił Franc Fiszer, zanim ripostę te podwędziła mu, mało twórcza, Maria Czubaszek – potrafi zrobić z niczego trzy rzeczy: kapelusz, obiad i awanturę. A co można zrobić z już istniejącego placu, czyli wyrazistej, z charakterem, ale też, nie da się ukryć, dość prostej formy architektonicznej? W Warszawie najwyraźniej trzy rzeczy: parking, gigantyczny karmnik dla gołębi oraz zajezdnię autobusów dalekobieżnych. I niewiele więcej.
Kolejne ekipy Ratusza ubolewały nad tym, że parkingiem stał się Plac Teatralny. Z Placu Defilad przegnano, z niemałymi kosztami ludzkimi, a i politycznymi, prosperujące nie najgorzej miasteczko kupieckie, żeby urządzić tam – no właśnie, najpierw halę handlową, a w końcu parking i przystanek końcowy smrodliwych marszrutek. Plac Zbawiciela stał się areną dla wojny kultur, zanim stał się kawiarnią na wolnym powierzu. Po Placu Zamkowym przechadzają się konie, z nie zawsze należycie wyregulowanym przewodem pokarmowym, oraz beztroscy sprzedawcy horrendalnie drogich balonów.
Tak być nie musi, przynajmniej nie zawsze. Na Placu Hallera wyrosły tężnie, na dziesiątkach innych, od Placu Wilsona po Plac Konfederacji – nawadniane wreszcie kwietniki. Ale nadal pozostaje otwartym pytanie: jak zamknąć place przed samochodami i żulią, jak otworzyć je na mieszkańców?

Smutno w Wesołej

2018-04-28

Ta sprawa z poziomu „wiadomości lokalnych” przedziera się powoli do kategorii „newsów ogólnokrajowych”. Ale też niebezpodstawnie: rzadko zdarzają się tak krzykliwe przykłady samowoli i arogancji urzędniczej.

„A gdyby obwodnica Warszawy miała przebiegać na 8-metrowym nasypie przez Park Skaryszewski i Francuską, niszcząc na zawsze życie społeczne i klimat Saskiej Kępy? Albo przez Pole Mokotowskie? Nie do pomyślenia, prawda? Absurdalny pomysł! A właśnie to chce zafundować mieszkańcom Wesołej GDDKiA, forsując wariant Wschodniej Obwodnicy Warszawy, ironicznie nazwany zielonym” – pisze oburzona blogerka i varsawianistka Dorota Wojdak.

Skandal jest rzeczywiście niezwykły: południowa obwodnica stolicy, którą DZIENNIE jeździć może ponad sto tysięcy samochodów, nie może oczywiście biec jedynie przez obszar niezabudowany. Wiadomo było, że musi zawadzić o Wesołą – i po wielu sporach i konsultacjach mieszkańcy zgodzili się na – również przecież niedogodny zarówno, jeśli idzie o zanieczyszczenia powietrza, jak samą budowę – tunel, biegnący pod centrum miasta. Tymczasem urzędnicy postawili po dwóch latach na wariant „konkurencyjny” (jak się można domyśleć, finansowo), przecinając miasteczko na pół i puszczając ruch samochodowy „górą”, niczym nieosłonięty!

Trasa szybkiego ruchu dla milionów aut biec ma po sztucznie usypanym, wysokim, blisko 10-metrowym nasypie o kilkadziesiąt metrów od zabudowań. Huk, smród, oskalpowana ziemia – i odcięcie od wszystkich placówek, znajdujących się po drugiej stronie obwodnicy: szkół, przedszkoli, przychodni, sklepów.

To się nie może zdarzyć.

Nadbudowa na Gocławiu

2018-04-28

„Nadbudowami” najpierw straszono za Stalina („żeby baza zgadzała się z nadbudową”). Potem w podupadającym komunizmie karierę zaczęły robić dobudówki do balkonów lub stawiane całkowicie na dziko i z lekceważeniem wszelkich przepisów budowlanych „domki jednorodzinne” na dachach bloków. Ale to, co ma szansę pojawić się współcześnie na klockowatym dwupiętrowym budynku na Gocławiu, cieszy chyba wszystkich.

Na standardowej, topornej i mało doświetlonej bryle od miesięcy widnieją rusztowania, które na pierwszy rzut oka kojarzą się z niesławnej pamięci „Czarnym Kotem”, wyburzonym pół roku temu decyzją konserwatora gargamelem na pograniczu Żoliborza i Powązek. Rezultat będzie, jeśli wierzyć wizualizacjom, zupełnie inny: eleganckie, gładkie, białe „nadpiętro”, doświetlone, z wysokimi oknami, spiralą schodów i tarasem na dachu.

Być może pomysł ten warto wdrożyć na szerszą skalę? Program rewitalizacji dziesiątków tysięcy pudełkowatych domów jednorodzinnych powinien – serio – spotkać się z poparciem resortu budownictwa, pracowni architektonicznych, zdobyć szersze dofinansowanie. Skoro wspieramy z pieniędzy publicznych docieplania, remonty i poszerzanie chodników – warto wesprzeć coś, co zaowocuje nie tylko powiększeniem przestrzeni mieszkalnych, ale i urodą miasta!

Szosą przez szpinak

2018-04-27

Wszyscy w Warszawie znają Majlertów. Wszyscy kochają Majlertów. Wszyscy? Nie! Najwyraźniej jakiś urzędnik od „Studium uwarunkowań planu przestrzennego..” był w dzieciństwie przekarmiany szpinakiem i powziął od tamtego czasu myśl o zemście.
Opowiadać po kolei? Zajęłoby to sporo czasu. Gospodarstwo zostało bowiem założone przez Ludwika Majlerta w roku 1878, akurat tego lata, kiedy Stach Wokulski zaręczył się z Izabelą Łęcką.. Od tego czasu, nieprzerwanie, mimo dwóch wojen, wywłaszczenia, budowy ulicy Marywilskiej, za sprawą której wyburzono połowę zabudowań – rodzina trwała, dostarczając Warszawie nowalijek (plantację szparagów założono już w roku 1902!). W wolnej Polsce, po 1989, plantacja rozwinęła profil, powstała restauracja, ale przede wszystkim – rodzina Majlertów zajęła się na serio działalnością edukacyjną pro bono. Setki dzieciaków miejskich z motyczką w ręku poznają nowe światy.
Tymczasem plan zagospodarowania przestrzennego trasy Mostu Północnego – powstały przed 30 laty, anachroniczny, nie uwzględniający ani interesów właścicieli działek ziemnych, ani realiów społecznych – jeśli zostanie wprowadzony w życie, będzie oznaczał kres działalności gospodarstwa.
Jest szansa – niewielka – żeby zmienić go w trybie ‘konsultacji społecznych’. Wystarczy kliknąć link: https://bip.warszawa.pl/…/p…/mpzp_Trasy_MP_Modlinska-TOG.htm
Działajmy.

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij